Powered By Blogger

sobota, 1 stycznia 2011

Spacer.

Godzina : 18.35

Sama nie wiem jak to było. Wiedziałam na pewno,że muszę wyjść na spacer. Sądziłam,że jest ciepło. Nie brałam  więc rękawiczek i czapki. Po jakimś czasie żałowałam, tej decyzji. Na szczęście miałam cudowny wynalazek,jakim jest kaptur. W dłonie było mi cholernie zimno. W jednej miałam Ozz'yego także nie było aż tak źle. Najciekawsze było to,że ludzi nie było na ulicach. Pusto, po prostu ciemna głucha przestrzeń. Ja i wielkie miasto. Szłam przed siebie. Co jakiś czas oglądałam niebo i pierzaste chmury na nim. Wiał nieprzenikniony, arktyczny wręcz wiatr. Miałam słuchawki w uszach. Totalnie zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Spacer i refleksje od lat ratują moje życie. Dzisiejszego dnia, tak też było. Mimo panującego chłodu, który o dziwo nie był wyczuwalny wyglądając tylko przez okno, chodziłam sobie z Ozzym, po naszych szlakach. Maskota w postaci amuletu, amulet w postaci maskotki. Ozzy jest ze mną dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przyzwyczaiłam się do Niego! Być może uznacie,że to zwykła maskotka a ja jestem wielkim dzieckiem. Tak naprawdę Ozzy ma dla mnie wielkie znaczenie. Zawsze go miałam ze sobą i przynosił szczęście. Obecnie siedzę z Nim i słuchamy muzyki.  A swoją drogą to bardzo cieszę się z tego,że z Panem A wszystko wróciło już do normy. W końcu mogę spać spokojnie.





Zdjęcie wykonała - Daria R.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.